Lanbena, marka kosmetyczna z Chin-czyli jak zafudować sobie dreszczyk emocji i chwilę grozy w pielęgnacji.
Dzień dobry pulpeciki,
Wróciłam i tym razem mam zamiar zostać na dłużej :)
Dziś chciałabym napisać Wam parę słów o chińskich kosmetykach. Marka Lanbena pochodzi z Chin, mało tego ich produkty można kupić na Aliexpress. Brzmi dość niebezpiecznie, prawda? Wszędzie możemy znaleźć ostrzeżenia żeby nie kupować kosmetyków na ali, że nie wiadomo co się w nich znajduje i że możemy sobie zrobić duże kuku.
Jakiś czas temu dostałam maila z propozycją współpracy od marki Lanbena, w wiadomości dodatkowo był link do strony i sklepu na aliexpress, szczerze? Przeczytałam i zostawiłam tego maila bez odpowiedzi bo w głowie miałam scenariusz jak maseczka wypala mi twarz. Po jakichś 2 tygodniach sobie o nim przypomniałam bo zobaczyłam recenzje jednej z blogerek na temat tych kosmetyków (chętnie bym ją tu zareklamowała, ale niestety... Pamięć mam dobra, ale krótka i już nie wiem, która to była) podjęłam ryzyko, odpisałam i wyraziłam chęć współpracy (Kurła, Halyna jakbyś mogła nie odpisać, przecież to GRATYS!!!hehehe)
Sama paczka nie różniła się zbytnio od miliona innych, jakże popularnych w Polsce paczek z Chin. Dzięki Bogu nie śmierdziała bo w takim wypadku bym nie zaryzykowała....
Zamówiłam biała maskę oczyszczającą na wągry, skarpety złuszczające do stóp i kurację do twarzy z witamina C, ależ ja jestem odważna, że użyłam maseczki i skarpet za jednym razem, przecież mogły odpaść mi stopy i jak bym wtedy pobiegła do lekarza ze spaloną twarzą? Mało tego, jedyna osoba, która mogłaby mi pomóc ( czyt. KONKUBENT hahaha) testował razem ze mną. Dobra, nakładam skarpety, nie pali, nie bulgocze, nie jest zielone i nie leci dym, ogarniam instrukcje kuracji na twarz i jadę. Jako, że jeśli coś jest choć trochę skomplikowane i wymaga więcej niż 2 kroków mogę sie pogubić fiolka z serum ( o mamo, musiałam zmieszać ze sobą dwa słoiczki), którą powinnam połączyć z rolerem i w taki sposób nakładać na twarz nie pykła, oj ja biedna co tu zrobić jak oram sobie twarz małym rolerkiem, a z buteleczki nie wypływa nic co powinno? Jako, że jeśli coś jest głupie, ale działa znaczy, że głupie nie jest wylałam całe serum na rękę, nasmarowałam twarz i dopiero zaczełam wprowadzać to rolorem, dzięki Bogu ten mały kombajn zamienił się w bardzo przyjemne urządzenie masujące, jak już się wymasowałam na twarz nałożyłam maseczkę w płachcie dołączona do zestawu. Przez cały czas trwania zabiegu ciśnienie miałam jakies 200/220 i tylko czekałam aż zacznie piec i wiecie co? ŻYJĘ! Moja twarz co prawda jak mało wyjściowa była tak i jest, ale nie spaliła sie, nie mam w niej dziur (nie licząc blizn po ospie), a po całej kuracji jakby taka bardziej miękka, sprężysta i rozjaśniona?
Słowem podsumowania kosmetyków na alie w dalszym ciągu zamawiać nie będę, ale Lanbena miło mnie zaskoczyła i bardzo chętnie zamówię coś jeszcze, ale jakoś bardziej ufam zamówieniom przez stronę niż przez portal aliexpress. Z czystym sumieniem mogę polecić ich produkty i zdradze Wam, że te skarpety złuszczające były najlepsze z jakimi miałam do czynienia, a o masce na wągry napiszę następnym razem.
A żeby nabić sobie wyświetleń zapraszam was na instagram @xxladyexcellent gdzie zobaczycie jak wyglądał cały zestaw.
Mam nadzieję, że po takiej przerwie ktoś jednak da mi szansę i jeszcze tu zajrzy, ściskam i całuje. E
Wróciłam i tym razem mam zamiar zostać na dłużej :)
Dziś chciałabym napisać Wam parę słów o chińskich kosmetykach. Marka Lanbena pochodzi z Chin, mało tego ich produkty można kupić na Aliexpress. Brzmi dość niebezpiecznie, prawda? Wszędzie możemy znaleźć ostrzeżenia żeby nie kupować kosmetyków na ali, że nie wiadomo co się w nich znajduje i że możemy sobie zrobić duże kuku.
Jakiś czas temu dostałam maila z propozycją współpracy od marki Lanbena, w wiadomości dodatkowo był link do strony i sklepu na aliexpress, szczerze? Przeczytałam i zostawiłam tego maila bez odpowiedzi bo w głowie miałam scenariusz jak maseczka wypala mi twarz. Po jakichś 2 tygodniach sobie o nim przypomniałam bo zobaczyłam recenzje jednej z blogerek na temat tych kosmetyków (chętnie bym ją tu zareklamowała, ale niestety... Pamięć mam dobra, ale krótka i już nie wiem, która to była) podjęłam ryzyko, odpisałam i wyraziłam chęć współpracy (Kurła, Halyna jakbyś mogła nie odpisać, przecież to GRATYS!!!hehehe)
Sama paczka nie różniła się zbytnio od miliona innych, jakże popularnych w Polsce paczek z Chin. Dzięki Bogu nie śmierdziała bo w takim wypadku bym nie zaryzykowała....
Zamówiłam biała maskę oczyszczającą na wągry, skarpety złuszczające do stóp i kurację do twarzy z witamina C, ależ ja jestem odważna, że użyłam maseczki i skarpet za jednym razem, przecież mogły odpaść mi stopy i jak bym wtedy pobiegła do lekarza ze spaloną twarzą? Mało tego, jedyna osoba, która mogłaby mi pomóc ( czyt. KONKUBENT hahaha) testował razem ze mną. Dobra, nakładam skarpety, nie pali, nie bulgocze, nie jest zielone i nie leci dym, ogarniam instrukcje kuracji na twarz i jadę. Jako, że jeśli coś jest choć trochę skomplikowane i wymaga więcej niż 2 kroków mogę sie pogubić fiolka z serum ( o mamo, musiałam zmieszać ze sobą dwa słoiczki), którą powinnam połączyć z rolerem i w taki sposób nakładać na twarz nie pykła, oj ja biedna co tu zrobić jak oram sobie twarz małym rolerkiem, a z buteleczki nie wypływa nic co powinno? Jako, że jeśli coś jest głupie, ale działa znaczy, że głupie nie jest wylałam całe serum na rękę, nasmarowałam twarz i dopiero zaczełam wprowadzać to rolorem, dzięki Bogu ten mały kombajn zamienił się w bardzo przyjemne urządzenie masujące, jak już się wymasowałam na twarz nałożyłam maseczkę w płachcie dołączona do zestawu. Przez cały czas trwania zabiegu ciśnienie miałam jakies 200/220 i tylko czekałam aż zacznie piec i wiecie co? ŻYJĘ! Moja twarz co prawda jak mało wyjściowa była tak i jest, ale nie spaliła sie, nie mam w niej dziur (nie licząc blizn po ospie), a po całej kuracji jakby taka bardziej miękka, sprężysta i rozjaśniona?
Słowem podsumowania kosmetyków na alie w dalszym ciągu zamawiać nie będę, ale Lanbena miło mnie zaskoczyła i bardzo chętnie zamówię coś jeszcze, ale jakoś bardziej ufam zamówieniom przez stronę niż przez portal aliexpress. Z czystym sumieniem mogę polecić ich produkty i zdradze Wam, że te skarpety złuszczające były najlepsze z jakimi miałam do czynienia, a o masce na wągry napiszę następnym razem.
A żeby nabić sobie wyświetleń zapraszam was na instagram @xxladyexcellent gdzie zobaczycie jak wyglądał cały zestaw.
Mam nadzieję, że po takiej przerwie ktoś jednak da mi szansę i jeszcze tu zajrzy, ściskam i całuje. E
Komentarze
Prześlij komentarz